Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Golddrop Telnet
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Bolesław Prus

Jan w Oleju, Aleksander Głowacki

(20 sierpnia 1847 Hrubieszów – 19 maja 1912 Warszawa)

pisarz, publicysta

           W Krakowie był kilkakrotnie, po raz pierwszy we wrześniu 1877 roku. Zatrzymał się wtedy w hotelu „Drezdeńskim” przy Rynku Głównym 47, a następnie w hotelu „Krakowskim” przy ulicy Juliana Dunajewskiego. Zwiedził Wawel, Ogród Botaniczny, Ogród Strzelecki, Bibliotekę Jagiellońską, Collegium Maius, pałac w Łobzowie, wspiął się na Wieżę Mariacką, odwiedził także Wieliczkę. Zatrzymał się również w Krakowie w drodze do Szczawnicy i Zakopanego latem 1881 i 1889 roku. Potem jeszcze kilkakrotnie odwiedzał krakowski gród przejazdem na wypoczynek do Zakopanego czy Szczawnicy.

1877 IX 2 – przybył na kilka dni do Krakowa

1898 VII 1 – przybył do Krakowa, zatrzymał się w Hotelu Krakowskim przy ulicy Basztowej, później wyjechał do Lwowa

1898 VII 28 – ponownie przybył do Krakowa

1900 – odbył w Krakowie kurację neurologiczną, ofiarował też wtedy 3 korony na osnowę zamku wawelskiego

1955 – Kraków nadał pisarzowi ulicę, która w VII dzielnicy Zwierzyniec, przecina ulicę Salwatorską

           O Krakowie wspominał niejednokrotnie, nie zawsze pozytywnie:

           A więc – ja – jestem – rzeczywiście – w Krakowie? Już na wstępie doznaję uczucia nowości zalatującej trochę średnimi wiekami. Uliczka wąska wśród wysokich domów wygląda jak parów. Kamienice szare, szarożółte, szarozielone, szaroróżowe. Nad bramami unoszą się emblematy.

           W oknach kraty, nad oknami, a nawet gzymsami dachów, ozdoby architektoniczne. Sienie wielkie i sklepione wyglądają tajemniczo – ściany wielu kamienic przypominają człowieka, który ocknąwszy się z zamyślenia na ulicy, wysunął nogę, aby iść naprzód, sklepów pełno.

Ukazywanie się dusz wiernych zmarłych nie jest dla Krakowa żadną osobliwością.

           Zaprawdę, takie rzeczy mogą dziać się tylko w Krakowie, spóźniającym się o pół wieku za resztą Europy.

O zastrzeleniu aktorki Anieli Wyrwiczówny przez kolegę aktora Michała Chądzyńskiego

           Kraków słusznie nosi nazwę polskiego Rzymu … wszystko tu jest klasztorne, zacząwszy od niepojętej ciszy, a skończywszy na nazwach ulic

           Zatrzymałem się w hotelu „Pod Różą”: miły, przytulny pokój, grzeczna obsługa. Miasteczko też ładne, tylko jakiś wariat budził mnie co godzinę w nocy, grając na trąbce

           Jedzenie wyborne i tanie, piwo podobne z koloru do cieniutkiej herbaty, nie ma żadnego spirytualnego smaku, lecz posiada lekką gorycz chmielową … dobroć piwa mocno odbija się na inteligencjach galicyjskich

           Na Wawelu znajduje się kościół i c.k. koszary. Świątynia to wspaniała: ma około 100 kroków długości i 53 szerokości. Wygląda tak, jakby kościół mniejszy wstawiono w większy. Na środku mniejszego stoi srebrna trumna trumna św. Stanisława w kwadratowej kapliczce, przy ścianach zaś kościoła większego znajduje się kilkanaście kaplic przybudowanych od zewnątrz. Razem 18 kaplic i 36 ołtarzy; prześlicznych grobowych pomników mnóstwo – drzwi kaplic brązowe lub żelazne cudownych kształtów – marmury i gobeliny na ścianach – złoto i drogie kamienie w skarbcu.

            Przed kilkoma laty kościół, a nade wszystko znajdujące się pod nim groby, pełne były śmieci i brudów, które dziś za staraniem kilku ludzi dobrej woli usunięto.

           W lecie, przed południem, szczególnie gdy dzień jest pogodny, katedra wawelska roi się tłumami – ciekawych. Jedni wchodzą do grobów, inni wałęsają się po kaplicach lub oglądają pomniki, reszta tłoczy się do skarbca. Po południu świątynia pustoszeje, słychać tylko ciche chrapanie drzemiącego na klęczkach dziada lub chrzęst broni i odgłosy komendy dolatujące z dziedzińca. Zwiedziwszy parter i podziemia wspinam się na wieżę, kędy wisi słynny dzwon Zygmunt. Wchodzi się tam po 70 mniej więcej stopniach.

            Dzwon jest rzeczywiście bardzo wielki, waży bowiem (wedle świadectwa dziadowskiego) 350 centnarów, a porusza go 10 ludzi. Żelazne serce ma ważyć 7 centnarów i jest długie przynajmniej na sążeń. Głosu, jaki olbrzymia ta machina akustyczna wydaje, nie słyszałem, natomiast przez roztwarte okno wieży miałem sposobność cieszyć się wcale ładnym widokiem okolic Krakowa.

 źródła:

Teresa Stanisławska-Adamczewska, Jan Adamczewski, Kraków, ulica imienia …, Kraków 2000

Kratki z podróży, Warszawa 1959

Kroniki 1953 - 1970

czytaj więcej:

culture …

Kim Pan był? …

 

Dodatkowe informacje